 |
| Lucius Annaeus Seneca |
Przyznać to trzeba, że niezależności sądu, na której zbywało Warronowi tak, iż nie miał on odwagi wręcz potępić państwowej teologji, zupełnie podobnej do owej bajecznej, tak jak tę właśnie potępił, — tej niezależności sądu, nie całkowicie wprawdzie, ale po części, nie brakło
Annejowi Senece,
który, jakeśmy to z pewnych odkryli wskazówek, żył i działał za czasów
naszych apostołów. Miał tę odwagę, jako pisarz, nie miał jej w życiu.
Otóż w księdze napisanej przezeń przeciwko zabobonom daleko obszerniej i
mocniej występuje on przeciwko owej państwowej i miejskiej teologji,
aniżeli Warro przeciwko teatralnej i bajecznej. Mówiąc o posągach, tak
pisze: „Najpospolitszy i martwy materjał czczą jako bogów świętych,
nieśmiertelnych, nietykalnych; dają im kształty ludzi, zwierząt i ryb; a
niekiedy żeniąc je, dają im ciała męskie i żeńskie; bóstwami je zowią. A
gdyby one żyć mogły i tak się nagle zjawiły, za potwory by je
poczytano". A potem, nieco dalej, gdy zalecając teologję przyrody,
poukładał w porządku zdania różnych filozofów, taką wątpliwość sobie
stawia: „W tem miejscu mógłby ktoś powiedzieć tak: Mam-że wierzyć, że
niebo i ziemia są to bogowie i że jedni są nad księżycem, a inni pod
księżycem? Mam-że się opowiedzieć za Platonem, czy za Perypatetykiem
Stratonem, z których jeden uczynił boga bez ciała, a drugi bez duszy?"
I odpowiadając na to, mówi: „Cóż ci się wreszcie wyda prawdziwsze: czy
brednie
Tytusa Tacjusza, czy Romulusa, czy Tuljusza Hostyljusza?
Tacjusz Kloacynę boginią uczynił, Romulus — Pika i Tyberyna, Hostyljusz —
Pawora (Przestrach) i Pallora (Bladość), najszpetniejsze uczucia
ludzkie, z których pierwsze jest poruszeniem zalęknionego umysłu, drugie
nie tyle cierpieniem, ile barwą ciała. Czyś gotów mocno wierzyć w te
bogi i czy je w niebie umieścisz?" A o obrzędach rytualnych, okrutnych a
bezwstydnych razem, z jakąż swobodą pisał! „Ów — powiada — obcina sobie
męskie części ciała, inny znów ramiona sobie kraje. Jakże straszliwie
lękają się rozgniewanych bogów, żeby ich aż w taki sposób przebłagać
mogli? Bogowie tacy nie zasługują na żadną cześć, jeśli takiej czci
wymagają. Do takiego stopnia dochodzi szaleństwo pomieszanego,
wykolejonego umysłu, żeby sobie bóstwa zjednywać takimi sposobami, na
jakie by się nie zdobył najokrutniejszy tyran nawet w bajecznych
opowieściach. Tyrani obcinali niekiedy członki ludziom, ale nie zmuszali
nikogo, by to sobie ktoś sam robił. Dla zadowolenia królewskiej
lubieżności trzebiono ludzi niekiedy; ale nikt sam z rozkazu pańskiego
nie pozbawił się męskości swojej. A tu, w świątyniach sami się
wyniszczają, ranami swemi i krwią swoją błagają bogów. Kto by poświęcił
nieco czasu na przyjrzenie się, co oni tam wyprawiają i co cierpią,
ujrzy rzeczy tak przeciwne przyzwoitości, tak niegodne wolnego
człowieka, tak chorobliwe, że każdy pewien będzie, iż to są warjaci,
nawet jeśliby mniej szaleli, niż szaleją; tak tedy opiekuni zdrowego
rozsądku stanowią tłum obłąkańców."